Podręcznik biznesowy coacha!

Długo.

Trzy lata od momentu decyzji o wydaniu książki o budowaniu biznesu coachingowego.

Właściwie to jeszcze dłużej, bo materiały zaczęły powstawać jeszcze na kilka lat przed tą decyzją. Jak to możliwe? Zaraz Ci o tym opowiem. Być może zainspiruje Cię to do napisania własnej książki w podobny sposób.

Zacznę od zarania dziejów, czyli od początku. Moja działalność w obszarze pomocy coachom w budowaniu zarabiających biznesów wystartowała w 2011. Stało się to zresztą trochę przez przypadek, ale o tym to już innym razem. Wraz z wypuszczeniem na rynek programu PROSPERUJ JAKO COACH! rozpoczęłam prowadzenie marketingu skierowanego do coachów pragnących profesjonalnie i zarobkowo traktować swoją działalność. Oprócz strony internetowej, Facebooka, warsztatów, webinarów, zaczęłam pisać, a potem nagrywać w formie video, bloga (którego właśnie czytasz).

Miałam zawsze niesamowitą frajdę pisania (i nagrywania) do ludzi, którym chcę pomóc, do moich potencjalnych klientów. Zawsze kiedy tworzę nowy odcinek blogowy, to czuję, jakbyś Ty, mój czytelniku, siedział/a przede mną i słuchał/a. Twoja uwaga kieruje moim procesem pisania lub mówienia. Nie śmiej się, ale kiedy czuję, że piszę głupoty, widzę Twoją miną wyrażającą zdziwienie i dezaprobatę. A ponieważ istniejemy w jednym polu energetycznym, to sama zaraz przybieram podobną minę.

Najpierw co dwa tygodnie, potem co tydzień produkowałam systematycznie nowe odcinki. Zależało mi na kilku rzeczach:

  1. Systematyczności
  2. Relewantności
  3. Wartości
  4. Rzetelności

Systematyczność to, moim zdaniem, matka sukcesu. Kiedy podejmujesz decyzję o robieniu czegoś, bo wiesz, że to jest ważne (i dla Twoich odbiorców, i dla Twojego biznesu), to robisz to. Kropka. Wyznaczasz i rezerwujesz na to czas, nie pozwalasz innych sprawom i ludziom wskoczyć Ci na grafik, i, czy Ci się chce, czy nie, siadasz i piszesz. U mnie tym świętym czasem był poniedziałek rano, zaraz po sprawdzeniu maili i ustaleniu planu działania na bieżący tydzień.

Relewantność (tak, już oficjalnie to słowo istnieje w języku polskim, sprawdziłam) to pisanie na tematy naprawdę zajmujące moich odbiorców. To odpowiadanie na ważne dla nich pytania, wątpliwości, rozterki. To uważne obserwowanie klientów, ich zmagań, przekonań – o sobie, o biznesie, o pieniądzach, o marketingu. To notowanie ich i znajdowanie dla nich odpowiedzi, podpowiedzi, ukierunkowania. Relewantność to pisanie na temat, który naprawdę interesuje Twoich potencjalnych klientów, a nie na temat, który Ciebie zajmuje w danym czasie. Ale jeżeli masz dobrze wybraną grupę docelową i specjalizację, to okazuje się, że interesują Was podobne tematy.

Wartości nie trzeba chyba tłumaczyć, powiem jedynie, że osiągasz ten szczytny cel, kiedy Twoi odbiorcy mówią: „Warto ją czytać”. Kiedy dowiadujesz się, że wśród wielu newsletterów, które trafiają do ich skrzynek, wybierają właśnie Twój, bo trafia w ich potrzeby i odpowiada na ich pytania. Pomaga im się rozwijać. Daje im istotną wiedzę, wgląd. Inspiruje ich, dodaje otuchy. Zachęca do zawalczenia o swoje. Na taką wartość zawsze stawiałam.

Rzetelność to dawanie zawsze swojej własnej, sprawdzonej na własnym przykładzie wiedzy, i tej merytorycznej, i tej „miękkiej” – inspiracyjno-coachingowej. To nie powtarzanie mądrości wyczytanych z książek (albo na czyimś blogu), bo brzmią mądrze i ciekawie. To zawierzenie sobie, że wiesz, umiesz podać to, czego uczy Cię Twoje życie i Twój biznes.

Mikstura tych czterech elementów zadziałała świetnie. Mój blog był poczytny, cieszył się zainteresowaniem, dostawał dobre oceny, a ja miałam i mam ogromną przyjemność przy tworzeniu go.

Pewnego dnia, moja asystentka Ewa Karczewska, która kiedyś pracowała jako redaktor naczelna w lokalnym wydawnictwie, zadała mi, jak się okazało, kluczowe pytanie: „A może by tak stworzyć książkę z Twoich wpisów blogowych?” Moja pierwsza reakcja była mało entuzjastyczna… A, tyle roboty, nieuporządowane to, przecież bloga mogą poczytać… Jednak Ewa nie odpuściła, zebrała dobre, jej zdaniem, wpisy i poukładała je w jednym pliku.

Tak powstał prototyp, jeszcze nie książka, ale już zebrany w jakąś całość pomysł, zalążek.

Zabrałam się za redakcję. Oważ redakcja to była największa praca, którą trzeba było przy książce wykonać. Najpierw wydało mi się, że szybko poukładam we właściwej kolejności wpisy, coś tam lekko pozmieniam, coś dopiszę, coś połączę i będzie fajna publikacja. Ale im dłużej przy tym pracowałam, tym wyraźniej widziałam, że sama kosmetyka nie będzie wystarczająca. Do perfekcjonizmu mi daleko, ale bardzo nie chciałam wypuścić w świat gniota. A ciągle miałam wrażenie, że na razie to jeszcze gniot.

  • Bo była nierówna narracja – czasem miało się wrażenie, że poszczególne rozdziały pisały różne osoby.
  • Bo była niewyważone merytorycznie – niektóre zagadnienia były opisane szczegółowo, inne ledwo muśnięte.
  • Bo rozdziały nie kleiły się w całość.
  • Bo brakowało wielu istotnych tematów.

Postanowiłam, że takiego gniota nie puszczam, w końcu to moja pierwsza książka, rodzina może przeczytać.

Drugie podejście do redakcji polegało na wyrównaniu narracji, dopisaniu wielu istotnych elementów, uporządkowaniu rozdziałów według opracowanego systemu. Tak, żeby było logicznie, zrozumiale. Żeby się łatwo i z przyjemnością czytało. Żeby było lekko.

Myślę, że udało mi się. Przed Tobą moje dzieło. Prezentuję je z dumą, z radością, ze świadomością, że jest dobre. Podręcznik biznesowy coacha.

Dzięki, że przede mną siedzisz, kiedy piszę. Dzięki za wszystkie miny.

PS. O przygotowywaniu książki do druku i do sprzedaży opowiem Ci innym razem. Nauczyłam się przy tym wiele i chętnie podzielę się wnioskami.

 

JUŻ MOŻESZ KUPIĆ KSIĄŻKĘ W PRZEDSPRZEDAŻY!

COACHING TO NIE HOBBY

Czyli jak zarabiać na coachingu

Książka COACHING TO NIE HOBBY przeprowadzi Cię konkretnie i zrozumiale, a czasem na wesoło, przez wszystkie istotne obszary związane z budową biznesu coachingowego. 

To podręcznik biznesowy coacha.