Czy po to rezygnujemy z pracy w korpo (większym lub mniejszym, lub nawet pod postacią firmy swoich rodziców), stawiamy na swoje marzenia o własnym biznesie coachingowym i zmienianiu świata, żeby się w tymże biznesie katować, cisnąć i męczyć?

Oczywista odpowiedź jest: nie.

A jednak każdy z nas przechodzi przez takie niechlubne momenty, kiedy mordujemy się, budując własną firmę.

OK, bez pracy nie ma kołaczy, ale bez funu nie ma… Azerbajdżanu (taki rym mi się podpasował 😉