Przez lata wierzyłam w to, że jak się coś robi, to najlepiej na 100%. Czyli na przykład jak przeznaczałam sześć godzin w poniedziałek na pracę nad swoim biznesem coachingowym, to przez te sześć godzin naprawdę cisnęłam, żeby zmieścić w nich jak najwięcej zadań. Czasami nie mieściłam, to z sześciu założonych godzin robiło się osiem. A i tak opuszczałam posterunek z poczuciem niedosytu odhaczonych zadań.

No more, no more, no more.

Teraz jestem na 80%, dobrze mi z tym i polecam.

Więcej w video.